Poprawiony: czwartek, 17 listopada 2011 22:42
Wpisany przez Administrator
środa, 19 października 2011 13:20
Kościół Imienia Najświętszej Marii Panny darzony jest szczególnym uczuciem, wszak to nasz najstarszy i najcenniejszy - pod względem artystycznym - zabytek Inowrocławia. Wiele podobnie ciepłych myśli kierowanych jest na pobliski kościół p.w. Zwiastowania Najświętszej Marii Pannie...
Między obydwiema świątyniami istnieje głęboka więź duchowa, a ich losy splata nie tylko wspólna patronka. Ta pierwsza świątynia - to dzieło romańskie z przełomu XII i XIII w., a drugą - zwaną popularnie kościołem Matki Boskiej - wzniesiono wiele wieków później, budując w latach 1898 - 1901. Dziś kościoły Maryjne są dumą inowrocławian, ale gwoli prawdy historycznej trzeba wspomnieć o mniej znanym fakcie, jak to parafianie zebrani na wiecu we wrześniu 1891 r. podjęli uchwałę, by "nowy kościół na tyum samym miejscu zbudowany został, gdzie obecnie ruina kościoła Najświętszej Panny Maryi stoi", życząc sobie jednocześnie, by materiał budowlany z "Ruiny" posłużył do budowy nowego kościoła, co wydatnie obniży koszty inwestycji...
Kościół p.w. Zwiastowania NMP poświęcony został 20 października 1901 r. a jego konsekracja miała miejsce rok później, jesienią 1903 r. "Dziennik Kujawski" pisał wtedy w relacji z uroczystości konsekracyjnej, że "oto ukończono budowę wspaniałego Bożego przybytku, z którego nie tylko Kujawy, ale całe Wielkie Księstwo Poznańskie może być dumne".
Prace przy budowie kościoła Matki Boskiej rozpoczęte zostały w połowie maja 1898 r. i prowadzono je w tempie, które nawet współczesnym budowniczym - biorąc pod uwagęrozmiary świątyni i fakt, że wznoszono ją z cegieł - mogłoby zaimponować. Dzieło Boże związane jest nierozerwanie z osobą ks. Antoniego Laubitza, jednakże zamysł postawienia w Inowrocławiu nowej świątyni był wcześniejszy i sięga początków drugiej połowy XIX w.
Ówczesy rozwój demograficzny miasta sprawił, że jedyny czynny kościół - fara p.w. Św. Mikołaja nie był już w stanie sprostać potrzebom religijnym mieszkańców. Co ważne, planując budowę świątyni wskazywano na dwa aspekty. Kościół miał stanąć w miarę blisko centrum, w obszarze, gdzie jak zakładano powstanie dzielnica. Po drugie - znaczny przyrost ludności, jaki nastąpił na przełomie stuleci, przemawiał za tym, aby był to kościół duży, znacznie przewyższający pojemność fary.
No, ale dla podniesienia dzieła Bożego z fundamentów potrzebne były olbrzymie fundusze. Parafia inowrocławska posiadała tzw. patronat rządowy, co skutkowało tym, iż jedną trzecią kosztów budowy ponosiło państwo. Aby się tak stało, potrzebna była jednakże zgoda komisji rządowej oraz tzw. reprezentacji kościelnej. O ile za takim stanowiskiem optował ówczesny arcybiskup Poznania i Gniezna Florian Stablewski, to - jak wspomniałem - parafianie inowrocławscy nalegali by zamiast budowy nowej świątyni odnowić stary kościół Imienia NMP, nie od rzeczy nazywany wtedy "Ruina". Trwający kilka lat spór,momentami dość krępujący i mało budujący (bo spierano się o pieniądze), zakończył się z początkiem 1894 r. po myśli arcybiskupa Stablewskiego (zainteresowanych tematem odsyłam do książki monograficznej Kazimierza Śmigła "Biskup Antoni Laubitz 1861 - 1939", gdzie opisano całą rzecz dokumentnie).
Antoni Laubitz miał 33 lata, kiedy w kwietniu 1895 r., obejmował parafię inowrocławską po zmarłym proboszczu Aurelim Kompfie. Młodemu księdzu przypadła zatem w udziale realizacja wielkiego zadania. Już w maju 1985 r. upoważnił architekta Augusta Rincklake, profesora na politechnice w Berlinie-Charlottenburgu, do sporządzenia projektu architektonicznego kościoła. Gotowy projekt przyjęto do realizacji w grudniu tego samego roku. Ograniczanie kosztorysów przez komisję rządową, która skąpiąc pieniędzy nad wyraz chętnie cięła projekt, spowodowało iż minęło jeszcze dwa i pół roku nim miejscowa firma Kazimierza Przyłuskiego (twórcym.in. gmachu Banku Ludowego przy ul. Solankowej oraz wielu reprezentacyjnych kamienic i willi inowrocławskich) mogła przystąpić do budowy.
Koszty budowy kościoła Matki Boskiej były olbrzymie, według różnych źródeł sięgały od 400 do 550 tyś. marek. Efekt jednak osiągnięto wspaniały. Manumentalny kościół w stylu neoromańskim (z czerwonej cegły ubogaconej ciosami kamiennymi i piaskowcem) miał charakter trójnawowej bazyliki z transeptem o wymiarach 57 m długości i 27 m szerokości. Wzniosłości dodawało mu pięć wież na czele z wkompowaną we fronton 77-metrową wieżą główną. Zachwyt wzbudzały urządzenia wewnętrzne kościoła z marmurowym prezbiterium i mozaikowymi dekoracjami. Jeden z hierarchów, biskup Edward Likowski, który zwiedzał kościół wkrótce po jego poświęceniu dowodził, że inowrocławska świątynia przewyższa pod względem architektonicznym wszystkie kościoły wybudowane na ziemiach polskich w ostatnich dziesiątkach lat XIX stulecia.
Religijno-patriotyczne dzieło inowrocławian (narodowe przesłanie zawarto m.in. w charakterystycznych rzeźbach architektonicznych trzech poirtali) było solą w oku władz pruskich, które złośliwie specjalnie zaniżyły koszty przypadającego nań - z tytułu wspomnianego patronatu rządowego - udziału. Proboszcz Laubitz toczył później długoletniproces z rządem pruskim o odszkodowanie, ale bez sukcesu. W tej sytuacji parafianie musieli więcej łożyć składek i przez lata spłacać zaciągnięte pożyczki. Wysiłek był znaczny, ale oszczędni Kujawianie potraktowali to jako sprawę honoru...
Laubitz nie zapomniał też o kościele Imienia NMP, mając pełną świadomość jak cenną perłę ma w swoim posiadaniu. A spieszyć na ratunek był już najwyższy czas... Kościół mocno ucierpiał w 1809 r., gdy zapalił się od pioruna. Następny pożar, do jakiego doszło z 3 na 4 grudnia 1834 r. sprawił, że świątynia w istocie znalazła się w stanie ruiny. Do pomysłu restauracji i reromanizacji budowli udało się proboszczowi pozyskać przychylność pruskiego urzędu konserwatorskiego i od maja 1900 r. do września 1901 r. prowadzono - pod nadzorem konserwatora Juliusa Kohte - zakrojone na szeroką skalę prace budowlane. To był pierwszy etap ratowania "Ruiny", nad dziełem tym w latach późniejszych trudzili się kolejni proboszczowiel jeszcze do czasu II wojny światowej ks. Stanisław Kubski, a po wojnie - księża Grzegorz Handke, Roman Zientarski i obecny długoletni opiekun świątyni - kanonik Tadeusz Kościelny.
Na domiar złego, zanim zaciągnięte pożyczki udało się w małej części spłacić, nadszedł fatalny w skutkach i przerażający Wielki Piątek 9 kwietnia 1909 r. Wtedy, tuż po godzinie trzeciej po południu - pisła potem miejscowy "Dziennik Kujawski" - "w niewielkiej odległości od murów kościoła przy północnej ścianie zaczęły wytryskiwać z ziemi cienkie, wysokie strumyki wody, po chwili w górę wystrzelił gejzer, ziemia zafalowała i powstało zapadlisko. Otwór z każdą chwilą powiększał się i zbliżał do murów świątyni. W otchłań runęłu granitowe stopnie wiodące do wejścia, potem fundamenty i dolne części ściany, apogeum nastąpiło cztery godziny później, gdy zniknął cały portal i kolejne duże fragmenty ściany, a wielkie zapadlisko wypełniła słona woda"... Tak plastycznie redaktor "Dziennika Kujawskiego" odmalował tę katastrofę, bodajże najbardziej spektakularne i dramatyczne wydarzenie, do jakiego doszło w XX stuleciu w naszym mieście.
9 kwietnia 1909 r. miał swoje wielorakie następstwa. Dla kapitalistówbył wyraźnym znakiem, że nie opłaca się inwestować pieniędzy w Inowrocławiu, skoro kopalniane wyrobiska zagrażają jego istnieniu (i tak też się stało, kapitał "powędrował" m.in. do pobliskiej Bydgoszczy). Dla Polaków, gnębionych przez Prusaków, zapadlisko było wielką tragedią, bowiem kościół wznoszono z dobitnym przesłaniem, które mówiło o świadectwie przywiązania do wiary, a liczne - jak już wspomniałem - elementy wystroju świątyni miały porazić Prusaków skalą manifestacji narodowych postaw.
Kościół Matki Boskiej w następstwie zapadliska zamknięto i przez długie lata ważyły się jego losy. Urząd Górniczy rozważał wręcz, czy nie pozostaje nic innego jak rozebrać budowlę. W tej niepewności ks. Laubitz podjął w 1911 r. decyzję o zbudowaniu prowizorycznego filialnego kościoła p.w. Najświętszego (lub Najsłodszego) Serca Pana Jezusa. Wybudowano go z tzw. pruskiego muru ceglanego i otynkowano. Świątynia była trzynawowa, z głównym ołtarzem Pana Jezusa i bocznym Św. Antoniego Cudotwórcy Wszystkie sprzęty, w tym liturgiczne , pochodziły z zamkniętej świątyni Matki Boskiej. Kościół filialny czynny był potem niemalże do końca lat dwudziestych. Wtedy, a było to już za czasów proboszcza Stanisława Kubskiego (Laubitz w międzyczasie został biskupem), po odbudowie funkcję głównej świątyni przywrócono kościołowi p.w. Zwiastowania NMP. Później w fili zorganizowano Dom Katolicki, który działał tam aż do wybuchu II wojny światowej.
Piotr Strachanowski
Artykuł pochodzi z Gazety Pomorskiej z dnia 22 grudnia 2004 r. z działu "Zatrzymane w Kadrze"
