Poprawiony: wtorek, 27 grudnia 2011 14:33
Wpisany przez Piotr Strachanowski
wtorek, 06 grudnia 2011 10:48
Poczta, sąd z więzieniem oraz koszary piechoty przy Dworcowej i artylerii przy Jacewskiej... Wiele spośród inowrocławskich ważnych gmachów administracji publicznej zbudowano na przełomie XIX i XX wieku. Funkcjonują one do dziś, w większości przypadków z takim samym lub podobnym przeznaczeniem, a przy okazji w naturalny sposób zaświadczają o bogatych i skomplikowanych dziejach miasta. Przyjrzyjmy się choć niektórym z tych gmachów...
I na samym początku trafia się nam spora niekonsekwencja, bowiem gmach poczty przy ul. Królowej Jadwigi, od którego zaczynamy, jest nieco starszy, zbudowano go w 1885 r. Ale przecież tego tak charakterystycznego budynku przy centrlnym trakcie miasta w tej opowieści pominąć nie sposób!
I dodajmy dla porządku, że nie jest to najstarszy w Inowrocławiu gmach pocztowy. Około 1830 r. w innym miejscu przy tejże samej ul. Królowej Jadwigi wzniesiono pierwszą pocztę. Umieszczono ją w piętrowej kamienicy, stoi ona zresztą do dziś (jest tam teraz siedziba PKO Bank Polski), ale po wielu przeróbkach wygląda zupełnie inaczej niż w czasach, gdy ją stawiano.
Gmach poczty przy ul. Królowej Jadwigi (wówczas Friedrichstrasse) około 1910 r.,
czyli już po podwyższeniu skrzydła od strony ul. 6 Stycznia. Zbiory Rafała Szydłowskiego.
Agendy królewskiej poczty działały w Inowrocławiu jeszcze wcześniej, nawet w czasach saskich w XVIII w., ale urzędowe pomieszczenia wynajmowano dla niej w prywatnych domach przy głównych ulicach. Działalność poczty w tamtym okresie opierała się głównie na jeździe dyliżansów. Urząd Poczty (Postamt) za ich pośrednictwem utrzymywał stałą łączność ze stolicą prowincji - Poznaniem i stolicą rejencji - Bydgoszczą oraz - rzecz jasna - z posterunkami pocztowymi we wszystkich mniejszych miastach leżących na tych traktach. Znana jest też stała trasa dyliżansu, jaki co najmniej od 1776 r. kursował z Inowrocławia do Pakości, a dalej przez Szubin docierał aż do Nakła.I dodajmy dla porządku, że nie jest to najstarszy w Inowrocławiu gmach pocztowy. Około 1830 r. w innym miejscu przy tejże samej ul. Królowej Jadwigi wzniesiono pierwszą pocztę. Umieszczono ją w piętrowej kamienicy, stoi ona zresztą do dziś (jest tam teraz siedziba PKO Bank Polski), ale po wielu przeróbkach wygląda zupełnie inaczej niż w czasach, gdy ją stawiano.
Ruch pocztowy uzależniony był od rangi trasy i aktualnych potrzeb: inny dyliżans kursował do Poznania, a inny ma się rozumieć do naszej pobliskiej Pakości. Dyliżansami królewsko-pruskiej poczty kierowali pocztylioni, którzy oprócz pakietów przesyłek listowych i eszelkich innych pakunków mogli w podróż zabierać również pasażerów. Dyliżanse słynęły z nadzwyczajnej punktualności i dyspozycyjności. Czesław Sikorski pisał w swojej "Encyklopedii wiedzy o zabytkach", że nigdy nie spóźniał się dyliżans, który sprzed gmachu poczty na "Królówce" wyruszał o godzinie drugiej w nocy do Bydgoszczy, a stamtąd w drogę powrotną odjeżdżał o godzinie ósmej rano. Kiedy dyliżans docierał do celu, to pocztylioni obwieszczali ten fakt głośnymi sygnałami trąbki.
Nowy etap w dziejach poczty inowrocławskiej związany był z uruchomieniem linii kolejowej, która połączyła miasto z Poznaniem i Bydgoszczą (1872 r.), z Toruniem (1873 r.) i z Rogoźnem Wielkopolskim oraz otwarciem linii lokalnej do Kruszwicy (1889 r.). Pociąg - nowy i nadzwyczaj sprawny środek komunikacji umożliwił zastąpienie dotychczas używanych dyliżansów i omnibusów przez wagony pocztowe. Kolej gwarantowała nie tylko szybsze dostarczanie przesyłek, ale też -co niebagatelne - do wagonów pocztowych można było ładować znacznie większe pakunki. Nowe czasy nadeszły wtedy także dla podróżnych, którym kolej oferowała już zupełnie inne warunki przemieszczania się na duże odległości.
Co ciekawe, królewsko-pruska poczta przez długi czas miała konkurenta. Friedrich Karl Kriebel pisze w swym opracowaniu historycznym "Heimatbuch Hohensalza", że w naszym mieście do 1900 r. funkcjonowała prywatna poczta (posługująca się własnymi znaczkami!), zwana dość dziwacznie "czerwoni kolarze". Nawiązywano tym samym do czerwonych strojów tychże pocztylionów, którzy rowerami rozwozili listy i kartki po mieście. "Czerwoni kolarze" mieli swoją siedzibę w kamienicy na rogu Dworcowej i ks. Piotra Wawrzyniaka. Poczta ta funkcjonowała w Inowrocławiu kilkadziesiąt lat, ale z czasem jej znaczenie wyraźnie zmalało i na koniec interes padł, bo nie wytrzymał konkurencji.
Ale wróćmy jeszcze na krótko do poczty królewsko-pruskiej... Nowy jej potężny gmach imponował architekturą. Wzniesiony został w modnym wówczas stylu neogotyckim z czerwonej klinkierowej cegły i przyozdobiono go wieloma tzw. sterczynami i kwitonami na wzór gotyckich budowli średniowiecznych. Początkowo skrzydło gmachu od strony ul. 6 Stycznia było parterowe z nadbudową poddasza, później przebudowano je na piętrowe z poddaszem. Warto zaznaczyć, że od początku funkcjonowania poczty zainstalowano tam telegraf, wówczas niezwykłą i wzbudzającą podziw nowinkę cywilizacyjną. O pocztę - ja pamiętamy - w dniach powstańczego zrywu w styczniu 1919 r. toczono zaciekłe walki. Tablica umieszczona na budynku od strony ul. Królowej Jadwigi przypomina przechodniom o krwi przelanej wtedy przez polskich powstańców.
O dziejach poczty inowrocławskiej można opowiadać jeszcze długo, ale choć napisałem skąpo, to i tak przeholowałem, bo gdzie tu upchnąć informacje o innych ważnych budynkach. Ale próbujmy, może teraz co nieco o sądzie i więzieniu...
Jak wskazuje kamienna tabliczka umieszczona nad wejściem głównym, gmach sądu przy dzisiejszej ul. Prezydenta Gabriela Narutowicza budowany był w latach 1900-1901. I w tym czasie w jego sąsiedztwie wzniesiono okryte ponurą sławą (zarówno w okresie pruskim, jak i za okupacji i w latach stalinowskich) więzienie. Wielki, mający symbolizować potęgę pruską gmach sądu powiatowego zbudowano - podobnie jak pocztę - w modnym stylu neorenesansowym.
Widok na Sąd Powiatowy i więzienie utrwalony na pocztówce z 1903 r. Zbiory Rafała Szydłowskiego.
A tak prezentuje się okazały gmach Temidy dzisiaj. Fot. Dominik Fijałkowski.
Wtedy, na początku XX stulecia, sąd i więzienie wzniesiono w znacznej odległości od centrum Inowrocławia, niemalże w szczerym polu. Ale była to przemyślana decyzja architektoniczna. Dla rozbudowy tego rejonu miasta nie szczędzono pieniędzy, planowano (i tak uczyniono!) w ciągu kilku lat pobudować tam liczne gmachy użyteczności publicznej (właśnie sąd i więzienie, ale też gmach landratury, czyli starostwa, seminarium nauczycielskie i szkołę dla chłopców), a w ich sąsiedztwie dzielnicę mieszkaniową dla majętnej grupy wyższych urzędników administracji miejskiej. To tam właśnie stawiano domy mieszkalne jednej z pierwszych na terenie prowincji poznańskiej spółdzielni mieszkaniowej, nazwanej Gartenstadt-Genossenschaft, czyli Spółdzielnia Miasta Ogrodów.
Wcześniej - napiszmy z wdziękiem - sąd sądził inowrocławian, a więzienie więziło w innych miejscach na terenie miasta. Było ich kilka, że wspomnijmy tu chociażby słynną wieżę ratuszową i jej przybudówkę na rynku. W 1830 r. przy ul. Królowej Jadwigi wzniesiono piękny klasycystyczny gmach dla Królewskiego Sądu Ziemiańskiego, wtedy ponoć najokazalszy budynek w całym mieście (mowa jest oczywiście o naszym przedwojennym magistracie, a obecnej siedzibie gminy Inowrocław). Tuż za budynkiem sądu, od strony dzisiejszej il. Prezydenta Gabriela Narutowicza, zbudowano równie duży gmach, który przeznaczono na więzienie. I to więzienie zapisało się w pamięci Polaków złowrogo; okresami pełniło ono funkcję więzienia politycznego, gdzie przetrzymywano patriotów z powstania Towarzystwa Demokratycznego Poznańskiego w 1846 r., z wypadków Wiosny Ludów w 1848 r. i z czasów powstania styczniowego z 1864 r. A teraz czas wspomnieć o budynkach inowrocławskiego garnizonu...
I znów mam problem, bo pisząc o koszarach nie sposób chociaż zasygnalizować dziejów wojskowości w naszym mieście. Z braku miejsca ominiemy jednak zgrabnie kawalerzystów, dragonów i inne formacje, a skupimy się na piechocie i artylerii, bo to w czasach pruskich na początku XX w., ale też w Polsce międzywojennej były podstawowe rodzaje broni jednostek stacjonujących w naszym garnizonie. Zatem do dzieła, w krótkich żołnierskich słowach...
Artylerzyści z 53 pułku artylerii polowej pojawili się w Inowrocławiu później, bo wkrótce po 1900 r., i objęli w posiadanie kolejny wybudowany kompleks koszarowy przy dzisiejszej ul. Jacewskiej. Gdy nadeszła wojna światowa, obydwa pułki wyruszyły na fronty, lejąc żołnierską krew za cesarza i Rzeszę. Jesienią 1918 r. przetrzebiony 140 pułk zdołał jeszcze wrócić do macierzystych koszar, by potem w styczniu 1919 r. toczyć boje z polskimi powstańcami. Po podpisanym rozejmiedowódca pułku major Friedrich von Grollman wyprowadził swoje wojsko z miasta i to był koniec pruskiego garnizonu w Inowrocławiu.140 pułk piechoty II Pruskiego Korpusu Armijnego (siedzibą dowództwa był Szczecin) sprowadzono do Inowrocławia w 1880 r. Wojsko zakwaterowano w koszarach tzw. białych, czyli w użytkowanych przez armię od lat siedemdziesiątych XIX w. zabudowaniach wojskowych przy ul. Dworcowej (w miejscu, gdzie do niedawna była siedziba szkoły samochodowej) oraz przy ul. Toruńskiej 80-86, w stojących do dziś dwóch budynkach. 1 października 1894 r. cały pułk przeniesiono do nowych koszar przy ul. Dworcowej, niemalże naprzeciwko koszar białych. Te nowe - z uwagi na to, że budynki wzniesiono z palonej cegły - nazwano "czerwonymi".
Koszary "czerwone" przy ul. Dworcowej przed I wojną światową.
Na warcie przed wejściem stoi żołnież 140 pułki piechoty. Zbiory Rafała Szydłowskiego.
Artylerzyści z 53 pułku artylerii polowej pojawili się w Inowrocławiu później, bo wkrótce po 1900 r., i objęli w posiadanie kolejny wybudowany kompleks koszarowy przy dzisiejszej ul. Jacewskiej. Gdy nadeszła wojna światowa, obydwa pułki wyruszyły na fronty, lejąc żołnierską krew za cesarza i Rzeszę. Jesienią 1918 r. przetrzebiony 140 pułk zdołał jeszcze wrócić do macierzystych koszar, by potem w styczniu 1919 r. toczyć boje z polskimi powstańcami. Po podpisanym rozejmiedowódca pułku major Friedrich von Grollman wyprowadził swoje wojsko z miasta i to był koniec pruskiego garnizonu w Inowrocławiu.
"Gruss aus Hohensalza. Kaserne Feld-Artill. Reg. Nr 53",
czyli pozdrowienia z Inowrocławia z koszar 53 pułku artylerii polowej.
Widokówka z 1914 r., z daleką perspektywą od strony dzisiejszej ul. Św. Ducha. Zbiory Rafała Szydłowskiego.
Koszary przy Dworcowej objęli żołnieże 59 pułku piechoty wielkopolskiej, a w budynkach przy Jacewskiej wkrótce zakwaterował się 4 pułk artylerii lekkiej. I na koniec ciekawostka: koszary przy Jacewskiej do połowy lat dwudziestych były własnością komunalną miasta, ale była to własność nader absorbująca i wielce kosztowna. Nic dziwnego, że magistrat starał się jak mógł, by koszary sprzedać wojsku, co wreszcie się udało. Za otrzymane pieniądze wybudowano później jeden z okazalszych gmachów leczniczych na terenie uzdrowiska.
Artykuł Piotra Strachanowskiego opublikowany w "Gazecie Pomorskiej" we wtorek, 21 grudnia 2004 r.
