Z czasów koniunktury

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Kamienice stawiane na przełomie XIX i XX w. przy ul. Dworcowej w sposób przekonujący zaświadczały o zasobności portfeli inowrocławskich kapitalistów.

Przyszedł jednak pamiętny 9 kwietnia 1909 r., kiedy w następstwie zawału górniczego zapadła się północna ściana transeptu kościoła Matki Boskiej. To zapadlisko (przerażająco spektakularne, bo miało miejsce w Wielki Piątek w pięknej, nowo wzniesionej świątyni), ale też inne - nieco wcześniejsze i nieco późniejsze w różnych punktach miasta - dały wszystkim wiele do myślenia.Kamienice stawiane na przełomie XIX i XX w. przy ul. Dworcowej w sposób przekonujący zaświadczały o zasobności portfeli inowrocławskich kapitalistów.

Wszystko ku zagładzie!

Skala tych katastrofalnych zjawisk sprawiła, że zapanowała powszechna psychoza o nieuchronnym końcu miasta. Większa część zabudowy - jak przepowiadano - już wkrótce miała się znaleźć pod ziemią! Tej panice ulegli też kapitaliści, którzy (głównie byli to Niemcy i Żydzi) jeśli tylko mogli, szybko likwidowali tu swe interesy i wynosili się ze swymi pieniędzmi gdzie indziej, ot chociażby do pobliskiej Bydgoszczy. Koniunktura jak szybko się pojawiła, tak i szybko dobiegła końca. Dziś możemy jedynie spekulować, jak potoczyłyby się losy Inowrocławia, gdyby nie tamta zapaść finansowa...

Ul. Dworcowa (Bahnhofstrasse) w Inowrocławiu na widokówce firmy Reinecke und Rubin z Magdeburga , wydanej w 1907 r.

Ul. Dworcowa (Bahnhofstrasse) w Inowrocławiu na widokówce firmy Reinecke und Rubin z Magdeburga , wydanej w 1907 r.

Ulica jak z obrazka

Ale to, co do tego czasu wybudowano pozostało i... cieszyło oko swą okazałością. Dworcowa nie była może tą najważniej szą, główną i reprezentacyjną ulicą, ale plasowała się tuż za "Królówką", Rynkiem i Solankową, a już na pewno dorównywała górnemu odcinkowi Toruńskiej.  Okazałe kamienice przy dworcowej, tak jak i przy tamtych ulicach, budziły podziw przyjezdnych. Partery domów zajmowały sklepy i magazyny, liczne restauracje, pod numerem 7. mieścił się nawet Lichtbild Theater, czyli "Teatr świetlnych obrazów", a mówiąc po ludzku - rzadkie jeszcze wtedy - kino. Na tej widokówce, którą firma Reinecke und Rubin z Magdeburga, wydała w 1907 r., akurat kina nie dojrzymy (mieściło się w drugiej części parteru tej kamienicy po prawej stronie), widoczna jest za to popularna restauracja "Alhambra" Maksa Schulza, a nieco dalej, już w domu pod piątką, dość niepozornie wyglądająca witryna rzeźniczego interesu Stanisława Reinholza.

Słówko o panu Reinholzu

Jest okazja, to poświęćmy słówko temu panu, bo to ciekawa postać z lat zaborów. Reinholz, mistrz rzeźnicki, pochodził z Koronowa (ur. się w 1865 r.) tutaj osiadł jeszcze ok. 1892 r. i prowadził przy Bahnhofstrasse  jeden z większych w mieście warsztatów, który wyposażył w nowoczesne maszyny i urządzenia. Wiodło mu się całkiem dobrze, skoro w 1913 r. zajmował 88. pozycję wśród największych miejscowych podatników. Szanowali go konkurenci, bowiem od co najmniej 1912 r. w Cechu Rzeźnickim sprawował funkcję nadmistrza. Przewodził rzeźnikom także po powstaniu wielkopolskim. Dopiero w maju 1921 r. zrzekł się funkcji, z uwagi na stan zdrowia, wtedy w uznaniu zasług obdarowano go tytułem honorowego cechmistrza. Krótko też, od jesieni 1918 r. do wiosny 1919 r., znalazł się - jako reprezentant środowisk polskich - w parytetowej Radzie Miejskiej Inowrocławia. Zmarł 16 czerwca 1925 r. i pochowano go na cmentarzu parafii Matki Boskiej. Miał pięcioro dzieci, ale żadne z nich nie poszło jego śladem. Stary Reinholz wykształcił jednak swoje pociechy jak należy, m.in. jeden z synów był aptekarzem, z kolei inny nawet doktorem filozofii.

Artykuł Piotra Strachanowskiego opublikowany w "Gazecie Pomorskiej". Piątek, 9 maja 2008 r.

Nowości

Popularne

Zdjęcie z galerii

lincoln-2-2.jpg